środa, 29 kwietnia 2015

Kilka słów o Bronze of champions od Benefit

Z racji tego, że moje przygotowania do poprawy matury z biologii i chemii się już kończą postanowiłam nagrodzić się za całoroczną prace.

Ok... Przyznaję się po prostu zamarzyła mi się Hoola z Benefitu. Stacjonarnie w SEPHORZE kosztuje 159zł. Uważam, że to duża kwota więc zwlekałam z zakupem, jednak kiedy zobaczyłam zestaw Bronze of champions nie mogłam się powstrzymać. Za cenę 120 zł* (cena regularna 159zł) mam możliwość wypróbować nie tylko kultowy bronzer ale i 5 dodatkowych kosmetyków. Czego chcieć więcej?

Zestaw jest niewielki, ale dzięki temu bardzo poręczny. Opakowanie wykonano bardzo starannie, jak większość kosmetyków z Benefitu wygląda po prostu przepięknie. Zamyka się na magnes, więc nie ma ryzyka, że coś nam wypadnie, gdy zabierzemy je ze sobą. Zawiera całkiem duże lusterko bardzo pomocne do poprawek w ciągu dnia. Hasło przewodnie zestawu brzmi: „Get your „GODDESS” on with the most believable BRONZE!” Myślę, ze doskonale opisuje ono zawartość pudełka. To naprawdę starannie dobrany zestaw, który umożliwi stworzenie lekkiego rozświetlonego makijażu, idealnego na lato.



 
Po otworzeniu pudełeczka od razu w oczu rzucają się porady od Benefitu informujące o tym, jak i gdzie nakładać dany produkt. Napisane są w języku angielskim, jednak gdyby ktoś miał problem z tłumaczeniem to w pudełeczku znajdziemy również ulotkę w języku polskim.

Numerem 1 oznaczono Core Color Cream
Cienie do powiek w kremie o przedłuzonej trwałości w odcieniu bikini-tini oraz Core Color Powder
Cienie do powiek o przedłożonej trwałości - odcień thanks a latte. Obydwa cienie naprawdę długo utrzymują się na powiece nawet bez bazy. Bardzo lubię podkreślać załamanie powieki za pomocą thanks a latte. Jednak jest on bardzo delikatny i w połączeniu z bikini-tini na powiece trudno zauważyć między nimi różnicę. 



 
Kolejnym kosmetykiem jest osławiona hoola, czyli matowy bronzer. Moja przygoda z konturowaniem rozpoczęła się niedawno i do tej pory miałam okazję używać tylko pudru do konturowania z Inglota nr 550. Jestem z niego naprawdę zadowolona, jednak w odróżnieniu od hooli nie może być używany do nadawania „opalenizny” twarzy. Hoola ma dużo cieplejszy odcień, ale mimo to nie zawiera pomarańczowych tonów. Efekt jaki daje jest subtelny, jednak można go stopniować. Do zestawu dołączony jest niewielki pędzelek z przyjemnego w dotyku włosia, dobrze sprawdza się przy precyzyjnym konturowaniu. 




Kosmetyk numer 3 to rozświetlacz w sztyfcie Whats up! Zamknięto go w bardzo poręcznym opakowaniu. Zmieścimy go w każdej torebce i nie musimy się martwić, że kosmetyk się uszkodzi. Nie wymaga pędzla, idealnie można go rozetrzeć palcem. Dzięki temu, że jest niewielki łatwiej go zużyć przed upływem terminu ważności i nałożyć precyzyjnie np. pod łuk brwiowy.






 Czwartym elementem jest legendarna maskara They're real! Mam co do niej mieszane uczucia. Według producenta ma być lekarstwem na wszystko: wydłuża, podkręca, pogrubia. Co do dwóch pierwszych cech nie mam zastrzeżeń, jednak moim zdaniem lepszy efekt pogrubionych i ładnie rozdzielonych rzęs można otrzymać dzięki Volume million lashes extra-black z Loreal (który dostaniemy za połowę ceny. They're real!) 






Ostatnim kosmetykiem jest błyszczyk Ultra plush Hoola. Moim zdaniem nic nadzwyczajnego. Daje bardzo delikatny efekt mokrych, rozświetlonych ust, który nie utrzymuje się długo. Ma bardzo ładny zapach podobny do brzoskwiniowych cukierków mini Na pewno nie kupię go w pełnej wersji, ponieważ kosztuje aż 79zł, ale cieszę się , że dołączono go do zestawu.



Moim zdaniem większość zestawów z Benefitu jest warta uwagi. Nie są tanie, jednak wydaje mi się , że lepiej wydać te 159 zł na kilka miniaturek i sprawdzić, czy dany kosmetyk naprawdę nam odpowiada niż kupić za podobną cenę pełnowymiarowy produkt a później żałować.




*zamówiłam swój zestaw na stronie internetowej SEPHORY i skorzystałam z 20% zniżki, która znalazłam na portalu http://www.alerabat.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz